niedziela, 21 grudnia 2014

 Chcę, lecz boję się !  


    Postanowienia noworoczne - schudnąć 5 kilo, rzucić fajki i ograniczyć alkohol.
Każdy z nas, na swojej sporządzonej z entuzjazmem, miesiąc wcześniej liście, znajdzie chociaż jeden z powyżej wymienionych przykładów. Co z tym dalej będzie? Ano…. może, ktoś rzuci fajki - na miesiąc. Może, ktoś zrzuci 5 kilogramów - do maja, kiedy rozpocznie się sezon grillowy. Alkohol? hmmm… w to akurat wątpię.
Jednakże, ten post nie będzie o noworocznych postanowieniach. Bardziej chcę poruszyć wątek wyrzeczeń, ograniczeń, które serwujemy sobie ( sami) przez całe życie.

     Ilu z nas, przed zrobieniem jakiejś głupoty zadaje sobie pytania: czy wypada, co ludzie pomyślą, nie wyjdę na debila? Ile już szans zmarnowaliśmy przez obawę, że zostaniemy osądzeni przez znajomych, czy całkiem obcych ludzi. Nie wydaje Wam się, że jest to paradoks? Żyjemy pod presją braku akceptacji, wyśmiania, krytyki innych, którzy też po prostu ŻYJĄ. Funkcjonują w tym samym społeczeństwie co my. Są narażeni na to samo i może też zadają sobie te same pytania.

     Masz ochotę tańczyć na stole, boisz się, że reszta będzie patrzeć na Ciebie z niedowierzaniem, ale póki nie spróbujesz, nie dowiesz się, czy znajdzie się kilku kolejnych chętnych, którzy do Ciebie dołączą. Dlaczego tak bardzo boimy się brać życie półserio? Dlaczego nie chcemy nabrać dystansu do siebie i do otaczającego nas świata?
Ok, nie mówię, że mamy rzucić wszystko i stwierdzić: "Pierdolę, robię teraz tylko to, na co mam ochotę. Rzucam pracę i wylatuję na Malediwy". Wiadomo, pożyjemy jeszcze troszkę, więc warto mieć perspektywy na przyszłość, ale nie bójmy się korzystać z szans, których możemy już nie dostać. Nie bójmy się mówić o swoich uczuciach, reagować emocjonalnie. To jest NASZE życie i nikt za nas go nie przeżyje. Ani rodzice, ani znajomi, tym bardziej  67-letnia Pani Krysia nie powinna mówić, co jest dla Ciebie dobre. Chyba to Ty wiesz, czy masz ochotę na frytki, czy na czekoladę?

    Rozejrzymy się dookoła. To nie są już czasy, gdzie żyło się po 90 lat, w tym 70 z osobą, którą wybrał tata, bo rodzice Twojego partnera/ partnerki mieli masarnie i byli szychami na wiosce.
To nie są czasy, gdzie kobieta miała siedzieć w domu i rodzić dzieci ( chociaż uważam, że już wtedy było to chore).  W dzisiejszych czasach wywalczyliśmy sobie niezależność oraz indywidualizm. 

Każdy pracuje na siebie.

Ludzie w wieku 27 lat umierają na raka, mając 20 lat giną w wypadku samochodowym, skąd wiesz, czy jutro nie będziesz to Ty?
W tym momencie pomyśl, czy skorzystałeś z tego życia na 100%? Czy mógłbyś spokojnie powiedzieć " Spoko, Jezuu.. chcesz mnie tam na górze? Ok, ja zrobiłem tu swoje".
Wiem, że jesteśmy młodzi, dużo jeszcze przed nami, że życie uczy pokory, bo nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli. Chodzi mi o to, żeby nawet w najgorszej sytuacji znaleźć pozytywny aspekt i się go trzymać. Abyśmy korzystali z życia, każdy na miarę swoich możliwości, ale z czystym sumieniem. To właśnie dla takich, naszych małych marzeń oraz celów warto żyć.

     Ostatnio usłyszałam, że najczęstszą przyczyną depresji we współczesnym świecie jest FACEBOOK. Tak, to gówno, na którym wiecznie siedzimy i śledzimy naszych znajomych. Bądź, co bądź ma to sens. Siedzisz wieczorem i widzisz, że Janek, z którym siedziałeś w ławce i plułeś do nauczycieli z długopisu  właśnie wygrzewa się na Hawajach. A Ty? Pracujesz na magazynie i jedynie na co możesz sobie pozwolić to namiot w Łebie. Inny przykład: Jasiu, który przez rok przychodził pod Twój dom, z którym spędziłaś większość swojej młodości właśnie się ożenił. I tą drugą połówką nie jesteś Ty, bo cały czas bałaś się powiedzieć, co do niego czujesz. Myślałaś, że jest to jednostronne.
No i teraz nasuwa się pytanie "Dlaczego to nie jestem ja?" Może dlatego, że boisz się zaryzykować? Boisz się pieprznąć pracy na magazynie, bo przecież nie masz wykształcenia i nikt Cie nigdzie indziej nie zatrudni. Bałaś się powiedzieć co czujesz, to teraz siedzisz sama, oglądając zdjęcia z wesela, płacząc i upijając się winem.
Ok, ale przypuszczając, że nie chcesz rzucić pracy magazyniera bo jest Ci wygodnie, przyzwyczaiłeś się już i etc.  W takim razie nie narzekaj ! Postaw sobie swój własny  cel i do niego dąż.
Zamiast pić pod sklepem piwo z kumplami, oszczędzaj abyś też mógł pozwolić sobie na wakacje na Kanarach, zamiast rozczulać się przed kompem, jak to inni w życiu mają lepiej. 

Ty też możesz zdziałać cuda. Pamiętaj, że wszystko siedzi tylko i wyłącznie w Twojej głowie!

     Dlatego moja propozycja brzmi: na tegorocznej liście postanowień, nie piszmy z czego mamy zrezygnować, czego mamy nie robić. Napiszmy to, do czego chcemy dążyć, co zdobyć i co chcemy zmienić na lepsze. Zamiast punktu " rzucić palenie", niech pojawi się " Zdobyć Mount Everest".

I w tym, życzę Wam powodzenia !

                                                      

źródło zdjęcia: https://www.facebook.com/magda.danaj/photos_stream

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz