Oglądam sobie spokojnie Comedy Central, aż tu nagle pojawia się pasmo reklamowe. Na pierwszy ogień idzie proszek do prania, a zaraz po nim reklama artykułu na Onet.pl - Czekali z seksem do ślubu i się rozczarowali. Serio?
Z czystej ciekawości postanowiłem przejrzeć tenże artykuł (czyli reklama w moim przypadku odniosła sukces). Oto, jakich życiowych prawd się tam dowiedziałem:
"Postawienie na seks przed ślubem to szaleństwo i drastyczne zmniejszenie szansy na udane małżeństwo, to odwrócenie do góry nogami naturalnego porządku, podcięcie gałęzi na której się siedzi – uważa Rafał. - Zamiast wyostrzyć zmysły duchowe i zdrowy rozsądek, wrzucamy sobie bombę emocjonalną, która oślepia i osłabia zdrowy rozsądek – dodaje. Według Rafała, jeśli zależy nam na znalezieniu partnera na całe życie, to seks przedmałżeński zabije to co najpiękniejsze – proces powolnego, wzajemnego poznawania, wszystkich aspektów swojego życia, potrzeb, nadziei, oczekiwań, ale także słabości, wad, problemów. - Seks przed ślubem nie pozwala rozwinąć się związkowi, nabrać wzajemnego szacunku i zaufania, nie pozwala się skupić na tych wartościach, które są niezbędne do budowania szczęśliwej rodziny – pisze dalej Rafał"
Tak, to trzyma się kupy. Przekonała mnie żelazna argumentacja Rafała - seks zabija proces poznawania wszystkich aspektów życia. Przepraszam bardzo, ale moim zdaniem życie intymne jest BARDZO ważnym aspektem życia i często stanowi element solidnego fundamentu związku. Jak można powiedzieć, że seks nie pozwoli nabrać zaufania do partnera?! Toż to totalna bzdura. Poznając swoją seksualność, wzajemne potrzeby oraz zaspokajanie ich pozwala właśnie na zbudowanie szczęśliwego związku. No bo co się stanie, jeśli weźmiemy ślub nie uprawiając seksu ze swoją partnerką/partnerem i nagle okaże się, że nie mamy w łóżku nic wspólnego, poza pościelą?
Jestem w stanie zrozumieć osoby religijne, które stosują się do przyjętych zasad i nie robią tego przed ślubem (chociaż równie bardzo mogą się na tym przejechać). Za nic jednak nie pojmuję osób, które nie chcą uprawiać seksu ze swoją dziewczyną/chłopakiem, bo to nie pozwala budować zdrowego związku. Jest na to jedno wyjaśnienie - masz brzydką partnerkę/partnera. Kropka. No, chyba że jesteś typem aseksualnym albo posiadaczem tzw. "orientacji zero".
Ja jestem zwolennikiem seksu przedmałżeńskiego i nie kryję się z tym. Udane życie intymne tylko i wyłącznie wzmocniło mój związek, a także wprowadziło do niego nutkę pikanterii.
Seks jest dobry. Naprawdę polecam!
n/n
Ale absurd, ajajaj. Seksualność jest ważna i nikt mi nie powie, że nie. Zmniejsza dystans, pozwala poznać drugą osobę, TO jest prawdziwa szkoła zaufania, pokonania lęku i wstydu. Kochajcie się ludzie, to jest takie piękne, zamiast wysłuchiwać bzdurd co poniektórych mniej ogarniętych psychologów i naszych dziadków, że w ten sposób stracimy szacunek do siebie, czy szacunek w oczach partnera.
OdpowiedzUsuńZgadzam się w stu procentach.
UsuńPróba rozstrzygnięcia, która postawa jest prawidłowa i daje nam większą szansę na szczęśliwy związek jest niestety z góry skazana na porażkę.
OdpowiedzUsuńKtoś kto nigdy seksu nie uprawiał zawsze będzie piał na temat wyższości swojego wyboru nad seksem przedmałżeńskim i odwrotnie - lubujący się w tym sporcie osobnik gardził wstrzemięźliwością. Równie dobrze można zaprosić Żyda i Muzułmanina do wypełnienia ankiety konsumenckiej mającej na celu wskazanie, która religia jest najlepszym wyborem.
Podsumowując, trudno wypowiadać się na temat czegoś czego nigdy nie spróbowaliśmy.
Zgoda.
UsuńDodam tylko, że przez paręnaście pierwszych lat życia próbowałem wstrzemięźliwości i przyznam szczerze, że nie ma opcji, żeby do tego wracać ;)
A tak serio.
Jest to temat trudny i można dyskutować godzinami. Przedstawiłem swoje stanowisko i w zasadzie liczę na odzew oraz jakąś ciekawą wymianę zdań, bo w końcu o to nam głównie chodzi przy tworzeniu tego bloga.
Hmmm... Ale czy Twoje "próbowanie" wstrzemięźliwości nie zakończyło się jeszcze przed ślubem? Czy w takim wypadku nie jest to rozmowa dwóch osób na temat zalet prowadzenia Porsche, przy czym żadna z nich nigdy takiego auta nie prowadziła? :)
OdpowiedzUsuńOczywiście, że zakończyło się przed ślubem. Całe szczęście! ;)
UsuńChętnie też bym wysłuchał zdania osoby, która zakończyła mękę dopiero po ślubie. Czy było warto? Czy udało się zgrać w łóżku? A może okazało się, że zupełnie do siebie nie pasują? Niezwykle mnie to ciekawi i super by było, gdyby ktoś taki się wypowiedział i podzielił wrażeniami.
Obawiam się tylko, żebyśmy nie weszli szerzej na grunt religijny, na którym wolę się nie wypowiadać - nie jestem biegły w temacie. Dlatego chciałbym się skupić raczej na aspekcie emocjonalno-fizycznym seksu przed lub po ślubie.
Jejku, nie nazywajmy seksu "sportem". Nie każdy seks jest czysto... Fizyczny? Jakkolwiek idiotycznie to nie zabrzmi przy określaniu czegoś, co fizyczne z założenia jest. A co do "rozstrzygania, która postawa jest prawidłowa" - nie ma co próbować, bo wielcy tego świata na niektóre pytania nie odnaleźli odpowiedzi, nam też się nie uda. ;) I szczerze nie jestem pewna, czy chciałabym być z kimś do końca życia, z kim nie mogłabym porozmawiać o moich potrzebach, fantazjach, zachciankach seksualnych, z kimś, kto zupełnie nie umiałby ich spełnić. Jasne, na dobrą relację, na dobry związek nie składa się tylko seks. Ale jednak SKŁADA SIĘ.
OdpowiedzUsuńMyśle że sex po ślubie to zwykły przeżytek. Jeśli para sie kocha to czemu nie mieli by oddać sie sobie całkowicie.
OdpowiedzUsuń