Ostatnio, mój kolega, opowiedział historię o
pokrzywdzonym Jasiu.
Przybliżając.
Jasiu był super facetem, towarzyskim,
rozrywkowym, inteligentnym i miłym. Jednym - słowem chłopak cud, miód, malina.
Przede wszystkim, trzeba jednak zaznaczyć, że był niezwykle MĘSKI. Tak, bo to
jest najważniejsza cecha charakteryzująca chłopaka, bowiem na niej opiera się
dalsza historia. Jasiu zakochał się w dziewczynie, która pozbawiła go ( krótko
mówiąc) jaj. Stał się nicponiem, nie miał własnego zdania, cały czas jej ulegał
a ona nim bezdusznie rządziła. Został pozbawiony męskości. Warto dodać, że
stracił przyjaciół, nigdzie nie wychodził, z czego można wywnioskować, że
dawała mu również areszty domowe.
Wszyscy normalni by pewnie na coś takiego się nie zgodzili, ale Jaś miał pewien
problem. Jego dziewczyna była za bardzo
seksowna i dlatego nie umiał z nią zerwać.
Czego ma dowodzić ta historia?
Ano,
dla mojego kolegi jest to okazanie, jak okrutna bywa kobieta ( bo oczywiście to
jej wina ze Jasiu stał się pospolitą ciamajdą).
Dla mnie jednak jest to nonsens, dlatego
chciałabym przedstawić swój punkt widzenia.
Ja wyciągnęłam z tej opowieści trzy wnioski.
Pierwszy – Jasiu był przykładem męskiej „blachary” . Bycie z kobietą tylko ze
względu na jej wygląd, nie świadczy zbyt
dobrze o jego inteligencji. Odważyłabym się powiedzieć, że wręcz ukazuje jego
powierzchowność. Gdzie nauki, że człowieka nie ocenia się po okładce, które
wpajała nam mama? Chyba, że Jasiu tworzył swój związek nie dla siebie, lecz dla swoich kolegów, którzy na każdym kroku
powtarzali mu jaką ma super pannę, a jego ego rosło do rozmiarów wieży Eiffla.
Drugi wniosek – Jasiu w dzieciństwie doznał traumy i czuł się odrzutkiem, a
posiadając urodziwą kobietę, szukał akceptacji otoczenia. Chciał udowodnić,
że on również „POTRAFI”.
No i w końcu trzeci wniosek – Jasiu cierpiał na autofobię i panicznie bał się samotności.
Akceptował napady furii i egoizmu swojej dziewczny, gdyż bał
się, że bez niej sobie nie poradzi.
No dobrze, to teraz bardziej poważnie...
Nie za bardzo wiem, co Jasiu chciał zdziałać, zmieniając się w przysłowiową „cipkę”.
Brak własnego zdania, nieporadność, wchodzenie
„pod pantofel” nie są cechami, które pociągają kobiety. Dlatego trudno mi
uwierzyć, że jego dziewczynie pasowało, to jaki jest jej chłopak. Każda kobieta
( szczególnie te seksowne) mają sprecyzowany typ faceta. Nie sądze, żeby któraś
z nas chciała być heterą. Zazwyczaj pragniemy faceta, który się nami zaopiekuje
i TYLKO NAMI. Będzie nas traktować jak królewnę i zabiegać o nas przez całe życie, a nie tylko moment "gonienia króliczka" Może to właśnie faceci, źle odbierając naszą zazdrość, czy apelowanie
o zainteresowanie, przedstawiając nas jako wredne, zimne suki. Dobrze wiemy, że płeć żeńska jest
skomplikowana i zamiast prosto z mostu powiedzieć „kochanie, zostań dzisiaj ze
mną w domu” woli to zakomunikować, ochrzaniając Cię, że znów wychodzisz z
kolegami. Tą formą przekazu, kobieta nie chce pokazać swojej wyższości nad facetem, lecz brak zainteresowania, jakie jej okazujesz. (zapamiętać!)
Skoro Jasiu był tak podporządkowany swojej
lubej, nie powinno być z tym problemu. Sam dawał jej to czego wymagała, więc
nie powinna być dla niego zołzą, A z tej opowieści wynika, że i tak była. Może
była to osoba, której zawsze jest za mało i nic ją nie satysfakcjonuje ? Która w takim przypadku nie powinna
zająć mu ani minuty jego życia. No, ale przecież Jasiowi to nie przeszkadzało, bo była bardzo seksowna ( to myślenie mnie niesamowicie śmieszy).
Rozumiem, że ludzie z miłości potrafią dużo
poświecić. Chyba większość z nas, mogłaby się na ten temat wypowiedzieć. Nie zgodze się jednak, że te poświecenia powinny wynikać wyłącznie ze względu na
wygląd zewnętrzny drugiej osoby . Czy naprawdę, dla was facetów, liczy się tylko to, czy
dziewczyna ma duże cycki, długie nogi i ładną buzie?
Oczywiście, to jest ważne (nikt nie przeczy), ale
biorąc pod uwagę, że związek nie opiera się tylko na seksie i wpatrywaniu się w drugą
osobę, nie można go tworzyć z kimś, kto nas poniża, z którym czujemy się
niepewnie i tracimy swoją tożsamość. Wszystko ma swoje granice. Może gdyby
Jasiu odważył się zerwać, znalazłby sobie równie atrakcyjną kobietę, która by
go szanowała i doceniała jego poświecenie.
MOJA RADA- TEGO KWIATU JEST PÓŁ ŚWIATU !
Jeżeli wiemy, że nam
taki układ nie pasuje, to dlaczego nie spróbujemy czegoś nowego? Czego się
boimy?
No właśnie, tu rozpoczyna się drugi wątek.
Często zdarza się tak , że tkwimy w jakimś „bagnie” , bo jest nam najzwyczajniej w świecie wygodnie. Boimy
się samotności, myśli, że rano nikt nas nie obudzi pocałunkiem czy, że będziemy siedzieć sami na imprezie, w kącie,
podczas gdy zaprzyjaźnione parki będą opowiadać o swoim sielankowym życiu.
Ta sprawa nie dotyczy tylko mężczyzn. Tym
Jasiem może być każda z nas, drogie panie.
Może sama nie jestem
ekspertem, ale przekonałam się, że gdy w związku nie ma szacunku do drugiej osoby (nawet, jak występuje miłość, namiętność), związek nie ma prawa bytu.
Brak zrozumienia przez drugą osobę, że
potrzebujemy swojej przestrzeni i natarczywe próby zmieniania nie wróżą nic
dobrego. Jeśli nie teraz, to za kilka
lat, któraś ze stron w końcu się zbuntuje, ale może być już za późno.
DLATEGO...
Dopóki nie jesteśmy ograniczeni małżeństwem, dziećmi, póki mamy jeszcze na to czas, spróbujmy spędzać czas z ludźmi, z którymi jesteśmy naprawdę szczęśli. Ludźmi, którzy zaakceptują nas w
100 %, nie będąc cholernie zazdrośni, dla których będziemy chcieli poświęcić cały swój wolny czas. Nie spotkaliście jeszcze takiej osoby? Poczekajcie,
to nie średniowiecze, gdzie kobietę nazywano starą panną w wieku 18 lat.
A co do Jasia….Miejmy nadzieje, że jak na razie, wystarczy mu seksowna kobieta na wiszącym w jego pokoju plakacie, a ze swoją
dziewczyną pożegna się raz na zawsze
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz